Kiedy zajechałem do niewielkiego domku państwa Milczów w Suliszewie nie wiedziałem, że poznam arcyciekawego człowieka. Pan Tadeusz jest mężczyzną wysokim, szczupłym, jego charakterystycznym znakiem jest potargana biała broda. Zaprosił na kawę i jął wieść ciekawą historię swej przygody ze sztuką. Jak się okazało nie od razu został rzeźbiarzem. Na samym początku było malarstwo. Malował ludzi, martwe natury, domy zatopione w zieleni, a nawet zwierzęta. Miał wzięcie i uznanie w tym co tworzył. Jego prace wędrowały daleko za granicę i przynosiły niezły dochód. Lecz pewnego dnia artysta zapragnął się spełnić w sztuce trójwymiarowej a mianowicie rzeźbie. Początkowo zajął się płaskorzeźbą. Rozrysowywał na grubych deskach temat dzieła i powoli, skrupulatnie dłutami wyczarowywał sceny myśliwskie, sarmackie, postacie ludzkie i kwiaty. Pierwotnie trudna sztuka rzeźbienia szła mu powoli ale z biegiem czasu nabierał wprawy. Takim przykładem płaskorzeźby, którą szczególnie zapamiętał artysta było dzieło blisko dwu i półmetrowej długości zatytułowane "Powrót szlachty z polowania". Nie nacieszył się nim artysta zbyt długo - poszło na pniu. Po tym zdarzeniu rzeźbiarz postanowił przymierzyć się do prawdziwej rzeźby przestrzennej. Początkowo zaczął obrabiać niewielkie klocki tworząc z nich postacie ludzi i zwierząt, czasem drzew. Z biegiem czasu klocki stawały się coraz większe i dzieła się takimi były. Na przełomie lat 90-tych Tadeusz Milcz był już rzeźbiarzem znanym. Dostawał dużo zamówień, nawet nietypowych jak na przykład życzenie rzeźby półtorametrowej wysokości, z jednego klocka przedstawiającej piłkarza w ruchu strzelającego gola. Artysta sprostał temu zadaniu i uzyskał sporą reklamę na swoje dzieła tak, że otworzył działalność gospodarczą. Wszystko szło dobrze do połowy lat dwutysięcznych. Na sztukę przyszedł kryzys, który był zapowiedzią tego globalnego. Stopniowo zamówienia się zmniejszały, aż gdzieś w połowie 2006 roku pan Tadeusz stwierdził, że pracuje społecznie i jeszcze dokłada do interesu. Musiał zawiesić swoją działalność. Był zawiedziony, przestał rzeźbić. Na kilka lat przestał tworzyć. Obecnie rzeźbi bardzo rzadko i jeśli już to na umowę o dzieło bo urząd skarbowy nie ma litości nawet dla artystów. 25 maja w Przelewicach zaczyna pracować nad dużą formą, takie poważne zamówienie. Ale powiedział mi, że to na razie ostatnia rzeźba, że czuje satysfakcję z tego co zrobił i że wraca do malowania obrazów. Taki comback w sztuce.

Tekst Mariusz Nagórski  [Echa znad Drawy i Gwdy]