Wszystko zaczęło się tak jak na początku. Dobry Bóg chodził boso po zielonych przestworzach i sadził orzeszki buczyny, żołędzie, skrzydlaki klonu i jesionu. Delikatnie wyciągając ziarenka z szyszki pochylał się nad żyzną ziemią i umieszczał w niej cenne jodły, świerki, sosny, modrzewie i jałowce. Minęło trochę czasu i gęsta puszcza rozzieleniła się skarbami, które Dobry Bóg z miłością rozmieszczał. Zaraz też rozmaita leśna zwierzyna znalazła tam swój dom – ludek mały, owadzi i większy – ptasi, aż po biegający, po gęstwinach buszujący. Dobry Bóg spojrzał z góry na swoje dzieło i uśmiechnął się – to było dobre. Ale czegoś jeszcze brakowało, na tej ziemi brakowało kawałka Nieba. I Dobry Bóg stworzył błękitna wstęgę, która zieloność puszczy owijała łagodnie. To była rzeka odbijająca w swej tafli Niebo, czysta i przejrzysta, chłodna i orzeźwiająca. Taka właśnie była Drawa. Nic nie mąciło jej toni, nawet leśne liście i igły choin nie śmiały zakłócać jej biegu. Zwierzęta, które pochylały się nad Drawą, aby zaspokoić swoje pragnienie, wpierw klękały oczarowane kawałkiem Nieba, które się w niej odbijało. Ryby czyste i szczęśliwe śpiewały pieśni wieczorne. Kiedy ucichał dzienny gwar leśnej zwierzyny, ryby zaczynały śpiewać jeszcze piękniej niż ptak, bo to one były mieszkańcami kawałka Nieba na ziemi, ptaki mogły się jedynie temu Niebu przyglądać z góry. Każde ranne zwierzę, każda umierająca roślina nowych sił nabierała po zetknięciu z Drawą. W puszczy panował ład i harmonia. Każdy wiedział gdzie jest jego miejsce i po co żyje. Ale jest ktoś, kto ani ładu, ani harmonii ani piękna zdzierżyć nie może, a tym bardziej jeśli dzieło powstało z miłości samego Dobrego Boga. Tym kimś był Diabeł. Raziła go zieloność puszczy, zgodne życie zwierząt, kiełkujące wciąż na nowo jałowce, klony, buki, wydające owoce jagody i jesienne kapelusze grzybów. Ale najbardziej nienawidził kawałka Nieba, które sam Dobry Bóg umieścił w środku puszczy. “Jak to jest aby ryby tak pięknie śpiewały o miłości? Przecież ten śpiew wzbudza nadzieje, zabiera smutek i lęk. Jak to może być że szum rzeki leczy strwożonych, a woda uzdrawia chorych? Nie może tak być żeby ludzie doświadczali kawałka Nieba tu na ziemi, bo będą za nim tęsknić” Diabeł myślał i myślał. W końcu wymyślił plan chytry, sobie tylko znany. Jego celem stał się kawałek Nieba na ziemi – czysta woda, która w niezmąconej toni łagodnie przecinała puszczę dając życie i nadzieję. Diabeł zabrał się niezwłocznie do pracy. Zszedł w głąb puszczy i zaczął wrzucać do Drawy wszystko, co tylko ujrzały jego oczy – kamienie małe i potężne głazy, stare konary drzew i młode gałęzie, liście, korzenie i leśna darń. Ryby ze strachu umilkły z szeroko otwartymi oczami. Ich piękna pieśń ustała. Przerażone zwierzęta zaczęły uciekać, zaś zdumione drzewa przybliżyły się do wody chcąc sprawdzić dlaczego ucichł rybi śpiew. Czysta tafla, wody zmąciła się, fale zaczęły uderzać o przeszkody. Diabeł spojrzał z zadowoleniem na swoje dzieło: Też mi kawałek Nieba! Zniszczyłem! Zniszczyłem zamiary Najwyższego! Ha, ha , ha! Niech maca się fale, niech burzany hałaśliwie o głazy uderzają! Koniec nadziei , koniec Nieba! I ze śmiechem Diabeł wrócił do Piekła. Tymczasem puszcza zaczęła dochodzić do siebie powoli – powolutku zwierzyna zaczęła podchodzić do wodopoju, ryby odnalazły swe miejsce w spienionej toni, drzewa zaczęły szumieć jak dawniej poruszane wiatrem. Nie udało się zniszczyć diabłowi Bożego dzieła. Mimo, ze lustro wody nie było już tak przejrzyste, a fale przeskakiwały przez przeszkody – Niebo nadal odbijało się w Drawie. Bóg uśmiechnął się z góry, dawne życie pełne nadziei znowu powracało do puszczy.

Dzisiaj, kiedy siądziesz sobie nad Drawą wijącą się raz leniwie, a raz gwałtownie wśród zielonej puszczy, nie usłyszysz śpiewu ryb. Zamilkły na zawsze przestraszone diabelskim dziełem. Ale usłyszysz śpiew ptaków, szmer rzeki i inne odgłosy puszczy, która żyje i opowiada o zamierzchłych czasach stworzenia. Napełnisz się nadzieją, bo to co dobra pozostaje na zawsze. Kawałek Nieba ciągle odbija się w toni rzeki... (ziarenko)

Elżbieta Kowalska ze Święciechowa – Szczecin Dla Echa znad Drawy i Gwdy