W poprzednim numerze gazety rozpisałem się o znaczeniu zwykłego „dzień dobry”, ponieważ uważam to zdawkowe pozdrowienie za bardzo istotne w codziennych kontaktach między ludźmi – dzisiaj jeszcze troszeczkę na ten temat. Wspomniałem, że po ponad pół wieku pamiętam pierwszą lekcję z moim pierwszym nauczycielem. Ów Pan Adam po pouczeniu klasy jak ważny jest zwrot „dzień dobry”, nakazał chłopakom, aby w chwili pozdrowienia dorosłego znajomego w żadnym wypadku nie trzymali rąk w kieszeniach. Przekazał także, że jeśli mają na głowie czapkę z daszkiem (takie były wtedy w modzie), bardzo eleganckie jest uchylenie tego nakrycia. Nauczyciel wyjaśnił, że to obyczaj z czasów rycerskich. Dawno temu rycerz zdejmując z głowy hełm, oznajmiał drugiemu, że przybywa w pokojowych zamiarach. Że darzy napotkanego szacunkiem i zaufaniem. My, ówcześni pierwszacy, chcąc okazać swą rycerskość, na widok sąsiada zrywaliśmy z głów nawet wełniane czapy wiązane pod brodą! Czyżby ta nasza pierwsza klasa była ostatnim bastionem rycerskości?

    Odnośnie powitań. Nadal w savoir- viwrze obowiązuje kilka żelaznych zasad. Młodszy pierwszy kłania się starszemu. Mężczyzna pierwszy pozdrawia kobietę. Wchodzący do jakiegoś pomieszczenia pierwszy wypowiada słowa powitania – nawet jeśli jest leciwą kobietą, a wewnątrz przebywają młodzi chłopcy.

Jest jeszcze jeden problem z powitaniami. Co zrobić, jeśli natkniemy się na znajomego po raz drugi w niedługim czasie? „Dzień dobry” już zostało powiedziane przed kilkoma chwilami. I co teraz? Nie mijajmy się z oczami utkwionymi w horyzont lub sufit. Wskazany jest przyjazny gest, uśmiech, może jakieś dowcipne słowo. Fajnie rozwiązaliśmy ten problem w mojej obecnej pracy. Wszyscy się tu ciągle przemieszczamy i mijamy kilkanaście razy dziennie. Mówimy sobie „dzień dobry” wiele, wiele razy (co nas ciągle bawi), lub machamy sobie z uśmiechem łapkami. Lepiej wygłosić słowo powitania pięć razy za dużo niż wcale. Tego jestem pewien! 

Jeszcze jedno porównanie dzieciaków współczesnych z tymi sprzed lat. (Niektórzy uważają, że słowo dzieciaki ma negatywne brzmienie i znaczenie. Naprawdę używam tego zwrotu z ogromną sympatią dla młodych.) Pamiętam do dzisiaj kołysanki z dzieciństwa – wielu moich rówieśników również. Idzie niebo… Na Wojtusia z popielnika… Często spotykam się i rozmawiam z dziećmi. Większość z nich takich melodii nie zna. Czy dzisiejsze matki swoim pociechom przed snem rapują, lub śpiewają hip-hop ?

   Tradycje i obyczaje zmieniają się. Nie sposób tego powstrzymać. Nie powinno się nawet tego robić. Poprzez zmiany rozwija się przecież cywilizacja. Ale czy nie szkoda niektórych zanikających rytuałów ??

                                                                                           MICHU