Zdarza się, że nie pamiętam co jadłem na śniadanie, a doskonale pamiętam sytuacje sprzed pięćdziesięciu lat. Nie zamartwiam się tym. Podobno jest to przypadłość większości urodzonych w połowie XX w. Waham się czy warto o tym pisać, czy kogokolwiek moje wynurzenia interesują. Dopóki jednak nadredaktor Waldemar uważa, że być może tak – powspominajmy.

Oprócz dłubania w nosie w miejscu publicznym, za najbardziej niestosowne (żeby się nie wyrazić dosadniej) uważam mówienie z pełnymi ustami. Teraz wspomnienia. Otóż jako całkiem małoletnie pacholę, byłem przy stole strofowany, za otwarcie ust podczas jedzenia. O wypowiedzeniu jakiegoś słowa nie było nawet co myśleć. Usta podczas gryzienia pokarmu powinny być zamknięte. Sądzę, że to uzasadniona zasada dobrego wychowania. Wspominam o tym, bo co krok widzę ludzi zapamiętale dyskutujących, trzymając w ręce połowę hamburgera, podczas gdy druga połowa znajduje się właśnie w ustach. Podobne widoki są na porządku dziennym w każdym lokalu serwującym posiłki. Czy w XXI w. nikt już nie zna tej podstawowej niegdyś zasady savoir – vivru? Znajomi z którymi o tym rozmawiam, starają się tłumaczyć te sytuacje, brakiem czasu. No być może. Ale mimo wszystko takie postępowanie uważam za bardzo nieestetyczne. A propos braku czasu. Lubimy tym tłumaczyć wiele swoich zaniechań. Od pewnego czasu pracuję w bibliotece. Kilkakrotnie od ludzi którzy przychodzą do tej instytucji słyszałem: „ja nie mam czasu czytać”. Jest to kolejna bzdura. Czytać można (przepraszam) w toalecie, w wannie, w podróży, w poczekalni (urzędu, lekarza) itp. I znów wspomnienia. Do szkoły średniej dojeżdżałem tramwajem i pociągiem. Niemal wszyscy pasażerowie tych środków komunikacji coś czytali. Koledzy w szkole średniej za bardzo ważną uważali znajomość z panią z księgarni. Wszyscy walczyliśmy o to, aby kupić nowość wydawniczą, której do księgarni docierało kilka egzemplarzy. Pewnego razu udało mi się zdobyć „Sokoła maltańskiego” Dashiella Hammetta. Następnego dnia w szkole zapisywano się u mnie w kolejce do przeczytania, tego ówczesnego hitu. Fakt, nie było wtedy komputerów. Wielu z nas śmieszył ostatnio filmik (oglądany w Internecie kilkaset tysięcy razy!!) z młodym człowiekiem, który na pytanie jak spędzi Sylwestra – odpowiadał z przekonaniem: „będę grał w grę” Bardzo korci, aby w tym miejscu zacytować klasyka – Mikołaja Gogola : „Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!”

MICHU