SAVOIR – VIVRE XXI w. cz.2.

     Zima już pokazała swój pazur. Huragan „Ksawery” nieźle narozrabiał. Na drogach pojawiło się wiele utrudnień. Wrócę do zachowań kierowców samochodowych. (Temat już był poruszany w tej rubryce.) Spotkały mnie w ostatnich dniach na drodze dwa interesujące zdarzenia. Jedno, które pragnę zganić. Drugie, dla równowagi, niezwykle wprost przyjemne.

     Podczas intensywnych opadów śniegu, na poboczach mniej uczęszczanych dróg tworzą się zaspy śniegowej breji. Na szosie powstają koleiny, z których jeden z mijających się samochodów musi wyjechać i prawymi kołami grzęźnie wówczas we wspomnianej zaspie. Drodzy kierowcy – niech tym ustępującym będzie jadący większym samochodem. Jeżeli jesteśmy na wzniesieniu, niech ustąpi ten, który jedzie z górki. Tych zasad nie regulują przepisy ruchu drogowego. Są to tylko – a może aż – zasady dobrego wychowania – savoir –vivru.

Jechałem w śnieżycy pod górkę moją małą „łupiną” (napęd oczywiście na dwa małe kółka). Z przeciwka nadjeżdżał duży terenowy samochód z ogromnymi kołami (z pewnością wszystkie napędowe). Widząc,

że kierowca terenówki nie ma zamiaru ustąpić, ustąpiłem ja. Oczywiście utknąłem. Wyjazd zajął mi ok. 15 minut. Udało się wrócić na drogę po cofnięciu autka o jakieś 30 metrów. APEL: Kierowcy mocnych samochodów. Posiadanie większego auta zobowiązuje także do większej kultury!!!

Drugie zdarzenie wprawiło mnie w doskonały nastrój na wiele dni. Aby zrozumieć moją reakcję muszę zacząć od początku. W poniedziałki kończę pracę o godz. 16.00. Mam godzinę przerwy, aby dojechać do domu, zjeść obiad i wrócić na dodatkowe zajęcia, które rozpoczynam o 17.00 (do domu mam ok 5 km.). Tego dnia tak wyszło, że wychodziłem z pracy o 16.15. Żony nie było w domu. Poinformowała mnie telefonicznie jak przyrządzić (odgrzać) obiad. Obliczyłem, że na pobyt w domu zostaje mi 13 minut. Zaplanowałem, że zrobię jajecznicę (3-4 min.), wtedy na spożycie zostanie mi ok. 8 minut. Z tym misternym planem znalazłem się na drodze wylotowej z Kalisza Pomorskiego, gdzie zatrzymał mnie patrol policji drogowej. Cały mój plan się zaczął walić. „Proszę przygotować dokumenty do kontroli – zaraz do pana podejdę” - rzekł po przedstawieniu się policjant. Musiał jednak dojrzeć w mojej twarzy skrajny zawód i zniechęcenie (mruczałem pod nosem o straconych ośmiu minutach i o tym, że nie zdążę na 17.00). Policjant (psycholog?) cofnął się nagle i spytał: ma pan prawo-jazdy gdzieś pod ręką?  Miałem w kieszonce na piersi. Pokazałem.

- Dobra, niech pan jedzie. Ostrożnie!

Zdążyłem zrealizować swoje plany w całości. Mój stosunek do policji był zawsze raczej obojętny. Życzliwością i przenikliwością kontrolującego mnie funkcjonariusza byłem zdumiony. Czytał w moich myślach jak psychoanalityk. Niesamowite. Dziękuję Panu! Czy wszyscy policjanci są tacy? Znajomi, którym opowiadam tę historyjkę kiwają głowami z niedowierzaniem.                                          

MICHU