Zmiana czasu na zimowy: Jak to działa w urządzeniach elektronicznych?

W nocy z 25 na 26 października zmieniamy czas na zimowy. Dla nas oznacza to głównie noc dłuższą o godzinę. A co na to komputery?

Po raz pierwszy o potrzebie zmiany czasu pisał jeszcze w XVIII wieku Benjamin Franklin. Jego pomysły przeszły ówcześnie bez echa, ale w 1916 roku podział na czas letni i zimowy wprowadzili Niemcy. I mimo że w wielu krajach świata nadal przestawia się zegarki, to od tamtego czasu zmieniła się jedna ważna rzecz - w wielu przypadkach nie musimy już tego robić ręcznie.

Zarówno w smartfonach jak i w komputerach godzina dostosowuje się automatycznie. Na dobrą sprawę nawet gdy całkowicie zapomnimy o zmianie czasu, nasz budzik w telefonie i tak zadzwoni o prawidłowej porze, a włączając rano laptopa zobaczymy na nim zaktualizowany zegar. Urządzenia te pobierają zwykle dane ze specjalnych serwerów zwanych serwerami czasu. Pora wyświetlana na naszych sprzętach jest więc dokładnie taka sama, jak na milionach innych z systemami Windows, Linux, Android czy iOS.

  Synchronizacja przede wszystkim

Taka synchronizacja i automatyzacja procesu przestawiania zegarów nie służy jednak wyłącznie naszej własnej wygodzie - jest niesłychanie ważna dla działania niezliczonej liczby organizacji i obsługi wielu usług. Bankowość czy giełdy z placówkami na całym świecie i tysiącami komputerów wymagają idealnego uporządkowania zdarzeń oraz operacji. Czas pokazywany przez wszystkie sprzęty musi się więc ze sobą zgadzać. Dlatego właśnie korzystamy ze wspomnianych już serwerów czasu. Pobierają one aktualny czas bezpośrednio z zegarów atomowych lub pośrednio, na przykład przez GPS, a następnie dostarczają go do komputerów za pomocą sieci lokalnych bądź internetu. Ich wielką zaletą jest możliwość korzystania z wielu źródeł czasu jednocześnie i fakt, że nawet podczas awarii układów odbiorczych mogą korzystać ze swych wewnętrznych systemów synchronizacji. Serwery te korzystają z protokołów NTP, czyli standardowego Network Time Protocol, i uproszczonego SNTP.

FOTO. ZEGAR ATOMOWY

Serwery czasu oferują ogromną precyzję - zegary atomowe z których korzystają mogą mylić się najwyżej o jedną dziesięciomiliardową część sekundy dziennie, a dokładność serwerów czasu jest ograniczona wyłącznie przez przepustowość sieci, przez które przekazują informacje.

Oficjalnym źródłem czasu urzędowego w naszym kraju są serwery Głównego Urzędu Miar, które pobierają dane z krajowego zegara atomowego.

  Czasowa katastrofa?

Zegary atomowe, zaawansowane technologie, godzina wyświetlana z ogromną precyzją na wielu różnych sprzętach - tak jest teraz, ale w przeszłości zdarzało się, że kwestia dokładności czasu i daty w komputerach była traktowana drugorzędnie.

Przed rokiem 2000 wiele osób obawiało się nadejścia tak zwanej pluskwy milenijnej. O co chodziło? Kiedyś, dla oszczędności miejsca, daty w kodzie programów komputerowych zapisywano tylko dwiema ostatnimi cyframi. Rok 2000 w takim zapisie wyświetlał się jako "00", mógł więc też zostać zinterpretowany jako rok 1900. Ostatecznie problem został rozwiązany, ale media sztucznie go nagłaśniały i straszyły społeczeństwo informatyczną apokalipsą - systemy na całym świecie miały zwariować i dosłownie sparaliżować pracę wielu organizacji, czy nawet życie całych miast. Tak naprawdę zjawisko okazało się występować wyłącznie marginalnie i do żadnej katastrofy nie doszło. Obecnie stoimy przed nieco bardziej realną wizją trudności z czasem - z powodu ograniczenia w systemie Unix, data w urządzeniach pracujących w oparciu o niego (a są ich tysiące - od sprzętu RTV i samochodów, po samoloty, systemy militarne oraz sprzęt medyczny) cofnie się w 2038 roku o ponad sto lat. W wielu przypadkach, sprzęty te mogą po prostu przestać działać. Miejmy nadzieję, że uda się temu zaradzić - na czas.

Przygotował [komputerswiat.pl] na podstawie fot. fotointeractiva/123RF, Zubro/wikimedia commons